DUMA I WSTYD

Rodzice są dumni ze swoich dzieci, dzieci ze swoich rodziców. Napawają nas dumą wielkie czyny naszych przodków. I odwrotnie, wstydzimy się za swoich krewnych, w miarę możności ukrywając ich niecne postępki, jak również wolimy nie rozmawiać o czarnych kartach historii naszej ojczyzny. Niegdyś to było dla mnie zrozumiałe i kojarzyło mi się z miłością do bliskich i do Polski. Obecnie, im bardziej nad tym się zastanawiam, obraz pt. “Duma i wstyd” staje się niewyraźny, a pojęcie patriotyzmu, tak niegdyś oczywiste, nabiera szarości. Zacznę od naszych bliskich. Czy możemy być dumni z postaw, osiągnięć, a nawet bohaterskich czynów naszych przodków lub rodziców? Czy mieliśmy i mamy na to jakikolwiek wpływ? I odwrotnie, czy powinniśmy się wstydzić za ich grzechy? A jak z dziećmi? Owszem, mamy wpływ na ich wychowanie, ale każdy, kto posiada więcej niż jedno dziecko wie, że mimo niemalże tego samego traktowania i prawie tych samych warunków nasze latorośle różnią się często tak znacznie, jakby były od innej matki i ojca. Możemy więc sobie przypisać pewne zasługi, ale nie do końca. Dlatego nie powinno się wytykać palcami rodziców przestępcy i również nie wpadać w euforię nad rodzicami laureata Nagrody Nobla. Ileż uwarunkowań wpływa na dorastanie człowieka, nie mówiąc już o genach, których nie da się zmienić. Wydaje mi się, że dumni możemy być jedynie z siebie samych, z tego, co osiągnęliśmy ciężką pracą, uporem, wyrzeczeniami. Czasami są to wyżyny typu Oscary czy Noble, ale zazwyczaj są to z pozoru drobne rzeczy, które mogą kosztować wiele wysiłku, aby je osiągnąć. Pamiętam, jak zlekceważyłam wyznanie dziennikarza prowincjonalnej gazety, który w latach komuny nie napisał ani jednego słowa, za które musiałby się wstydzić. Wtedy wydawało mi się to błahostką w porównaniu z ludźmi z opozycji, skazywanymi na więzienia. Teraz chylę przed nim czoła, gdyż nawet w tzw. “wolnym świecie” niejeden człowiek mediów idzie na daleko posunięte ustępstwa. Podobnie jestem pełna podziwu dla tych, którzy skłonni do depresji codziennie walczą o uśmiech i pogodę ducha, dla ludzi uzależnionych walczących z nałogami, dla ludzi znajdujących szczęście po wielu latach załamań. A najbardziej chylę czoła przed tymi, którzy potrafią przyznać się do swoich błędów. Takich jest naprawdę niewielu. A czego powinniśmy się wstydzić? Czy wstyd nie jest tym odczuciem, które wprowadza w załamanie? Jeśli uznamy, że jeszcze nie było na świecie człowieka, który nie popełnił błędów, wtedy wstyd może być preludium do chęci zmian w swoim życiu. A jeśli pewnych czynów nie da się naprawić? Może jest bez sensu ciągle do nich powracać? Nie mówię tu oczywiście o skrajnych przypadkach typu ciężkie przestępstwa. Za nie na ogół pokutuje się za kratkami. A jak jest z naszą patriotyczną dumą i raczej ukrywanym wstydem? Czym w ogóle jest patriotyzm? Myślę, że każdy z nas do tego zjawiska trochę inaczej podchodzi. W różnych okresach mojego życia i ja przechodziłam w tym względzie metamorfozy. Obecnie nie jestem dumna z Bitwy pod Wiedniem i nie wstydzę się pogromu w Kielcach. Bo czy miałam na to jakikolwiek wpływ? Dzięki takiemu podejściu mogę spokojnie czytać o różnych naszych historycznych zawiłościach i postawach ludzkich. Często te same osoby w pewnych okresach swojego życia wspinały się na wyżyny, a w pewnych ulegały upodleniu. Mam je czcić czy się za nich wstydzić? Jaki jest więc mój patriotyzm, jeśli wymazałam z niego poczucie dumy? Jest to życzliwe uczucie, jakim darzę kraj o nazwie Polska. Jest to ukochanie jej krajobrazu, budowli, zabytków, jej literatury, malarstwa. A przede wszystkim ukochanie polskiej mowy. Czy ten mój patriotyzm to tylko taka milusińska stagnacja nietargana żadnymi emocjami? Otóż nie. Śledzę wydarzenia w naszym kraju – niektóre mnie cieszą, inne smucą i życzę Polsce jak najlepiej. Nie przejmuję się żadnym innym krajem tak jak moją ojczyzną, ale też nie uważam, że jesteśmy ulepieni z innej gliny niż reszta ludzkości. Przyjmuję więc z większym spokojem wszystkie głupoty i nie wpadam w euforię nad nadzwyczajnymi osiągnięciami. Dzięki takiej postawie potrafię rozmawiać z przyjaciółmi należącymi do skrajnych obozów, co uważam, że jest – przynajmniej dla mnie – dużym powodem do dumy.

Leave a Comment