Spotkania autorskie

Zamieszkanie na stałe w Kanadzie nie sprzyja licznym spotkaniom autorskim w Polsce.
Mam na swoim koncie ich kilkanaście, a na stronie przedstawiam  kilka.

2015 r. Maj. Spotkanie zostało zorganizowane przez Polskie Towarzystwo Ziemiańskie i Stowarzyszenie Sejmu Wielkiego w Warszawie w szacownym budynku IPN – w sali „Spotkanie z historią.”. Było to rzeczywiście „spotkanie z historią” gdyż wśród słuchaczy znalazło się wiele osób pamiętających dawne czasy ziemiańskie, kiedy Polska była usiana dworami i dworkami, będącymi ostoją polskości w czasach pokoju i wojen. Książka – album – „W jednej walizce” – o polskiej arystokracji na emigracji w Kanadzie trafiła im do serc swoją treścią i ilustracjami – przecież opisała i ich losy, a często także ich bliskich, gdyż w sali były również osoby o pochodzeniu arystokratycznym. Po projekcji filmu „Raj utracony, raj odzyskany” (reż. B. Gołembiowska i K. Lech, produkcja L. Komorowska) zapadła najpierw cisza, a dopiero potem zabrzmiały oklaski. Historie bohaterów filmu, mieszkańców małego kanadyjskiego miasteczka Rawdon poruszyły nie tylko barwnością przekazu, ale wywołały podziw dla tych ludzi, którzy zachowali polską tożsamość, pielęgnując polskie tradycje i mimo wieloletniego przebywania na obczyźnie polską mowę, bez naleciałości anglo-francuskich. Zainteresowanie książką było tak duże, że zabrakło egzemplarzy.

 

Kraków przywitał mnie deszczem, ale i tak nie mogłam oprzeć się spacerom. Ochroniona podcieniami Sukiennic starałam się uwiecznić refleksy na mokrym bruku, sporadycznych przechodni pod parasolami, kamienice i uliczki kontrastujące kolorami z szarością nieba. Krakowskie spotkanie odbyło się w Domu Polonii mieszczącym się w zabytkowej kamienicy przy Głównym Rynku. Tym razem publiczność była zainteresowana nie tylko książką o polskich arystokratach na obczyźnie, ale i moimi dwiema powieściami, z których „Żółta sukienka” porusza problemy emigracji. Zaprezentowane zwiastuny książek wzbudziły komentarze i wywołały dyskusję na tematy współczesnej Polski, problemów ucieczki młodych ludzi za granicę oraz  na czym powinien polegać współczesny patriotyzm.

 

 

Moją bazą wypadową stały się Tychy, a gościny udzieliła mi malarka Zofia Suzdalcew. To ona zorganizowała mi turę po czterech miastach śląskich: Rudzie Śląskiej, Sosnowcu, Bielsku Białej i Tychach.Każde z tych spotkań było trochę inne, chociaż w dyskusjach stale pojawiały się tematy związane z kulturą i odrębnością Śląska. Wszędzie spotkałam się z serdecznym i ciepłym przyjęciem. W przerwach pomiędzy wieczorami autorskimi zdążyłam zobaczyć trochę takich „perełek” jak Pałac w Pszczynie książąt Hochbergów oraz ich myśliwski zameczek w Promnicach nad jeziorem Paprocańskim. Śląsk zaskoczył mnie urodą odnowionych budynków, mnogością lasów, a Katowice – rozmachem wielkomiejskim. Ostatnie spotkanie, które odbyło się w Domu Kultury Ligota, zostało zorganizowane przez jego dyrektor – panią Joannę Bańczyk.  Pani Joanna przez dwa dni była moim przewodnikiem po dzielnicach Katowic i centrum miasta. Miałam szansę podziwiać wiele imponujących budowli, od tych starych, zbudowanych jeszcze w czasie zaborów, do najnowszych, z których najbardziej imponująca jest Filharmonia Katowicka. Odwiedziłam Teatr Śląski, Teatr Lalek, oraz Katowicki Dom Kultury – miejsce mojego ostatniego spotkania śląskiego, planowane na 9 kwietnia, a lunch zjadłam w cudownej Restauracji Kryształowej, przebudowanej przez Martę Gessler.Na spotkanie w Domu Kultury Ligota licznie przybyli „prawdziwi Ślązacy”, ludzie silnie związani z kulturą tego regionu, znający śląską mowę i posługujący się nią na co dzień. I tak jak w Łopusznej, dzieci zaśpiewały mi po góralsku, tak tu, w Katowicach, panowie i panie, członkowie chóru zaśpiewali mi piękną śląską pieśń – „Ciecze woda”. Spotkanie prowadził pisarz pan Grzegorz Płonka, autor książek o tematyce śląskiej.

 

Gdy otrzymałam wiadomość, że została  mi przyznana nagroda Złotej Sowy w dziedzinie literatury, ucieszyłam się z dwóch powodów. Po pierwsze z samej nagrody, która określana „polonijnym Oskarem” jest dużym wyróżnieniem, a po drugie, nigdy nie byłam we Wiedniu. Tyle o nim słyszałam zachwytów, że wpisałam go na listę miejsc, które koniecznie muszę zobaczyć. A tu proszę –  niespodziewanie nadarzyła się okazja i to w dodatku podwójna! Zanim zacznę opisywać wędrówkę po cesarskiej perle nad modrym Dunajem, przekażę wrażenia z tej najważniejszej części mojego wyjazdu, związanej ze Złotymi Sowami. Nagrodę Złotej Sowy utworzyła w 2005 roku Jadwiga Hafner z Klubu Inteligencji Polskiej we Wiedniu. Złotymi Sowami w kategoriach: działalność społeczna i popularyzatorska, film, literatura i dziennikarstwo,  muzyka, teatr, sztuki wizualne są uhonorowane osoby działające poza granicami Polski. Przyznawaniem nagród patronują Kongres Polonii w Austrii, Klub Inteligencji Polskiej oraz redakcja pisma Jupiter. 30 marca 2019 roku gala wręczania Złotych Sów odbyła się w wiedeńskiej siedzibie PAN-u, w Sali im. Jana III Sobieskiego i była już czternastą z kolei. Galę  poprowadziła Beata Dżon-Ozimek – publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (stała felietonistka “Gazety” – przyp. red.) oraz Marcin Marszałkowski. W części artystycznej wystąpili Paweł Frejdlich (wiolonczela) i Janusz Grzelązka (fortepian). Oprócz mnie w dziedzinie literatury nagrodzona została laureatka wielu prestiżowych nagród, Ilona Wiśniewska, którą poznałam na jej wieczorze autorskim. Prezentowała na nim swoją najnowszą książkę „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”. Inni laureaci to: śpiewak operowy Tomasz Konieczny, malarz Wojciech Siudmak, reżyserka teatralna Natalia Ringler, dziennikarka Ewa Wanat, publicysta i reporter Maciej Zaremba, scenarzystka i reżyserka Aleksandra Czeczenek, skrzypaczka Joanna Makowicz i działaczka polonijna z Mołdawii Helena Usowa. 

Zapraszam do mojego artykułu w „Gazeta, gazeta”

https://gazetagazeta.com/2019/04/zloty-wieden-na-zlotych-sowich-skrzydlach/

 

Do Łopusznej zajechałyśmy (ja, pani dyrektor Pavo Travel – Marta Krzyżek-Siudak oraz Małgorzata Walczycka – Wspólnota Polonia) jeszcze za dnia. Z miejsca udałyśmy się do Dworu Tetmajerów – miejsca mojego drugiego spotkania. Nigdy nie byłam w tej uroczej miejscowości, więc dosłownie wszystko wydało mi się nadzwyczaj interesujące. Po Zakopanem Łopuszna urzekła mnie ciszą, a mnogość świetnie zachowanych starych zabudowań wprawiła mnie w zachwyt. Dwór, kościół, budynki gospodarcze – nie mogłam się powstrzymać od robienia masy zdjęć. Noclegi w ślicznej, malowniczo położonej Willi Zarębek, ze świetnym wyżywieniem, które miało jedyną wadę – było jego za dużo, dopełniły mój stan oczarowania. Spotkanie w Dworze Tetmajerów odbyło się następnego dnia – 6 marca. Zostało zorganizowane we współpracy z dyrektor szkoły w Łopusznej – panią Dorotą Chowaniec. Gdy do dworu zaczęli nadchodzić pierwsi goście – głównie dzieci w strojach góralskich, poczułam silne wzruszenie. A kiedy ci mali i młodzi artyści zaśpiewali, zagrali, zatańczyli i wystąpili ze skeczami oraz recytacją wierszy, nie kryłam już łez. Program artystyczny był tak starannie przygotowany, tak piękne były występy, że nie wiedziałam, jak dziękować! Moja publiczność była o wiele młodsza niż ta w szkole Kenara. Nie mogłam niestety im pokazać filmu, więc musiałam przekazać opowiadanie o moich książkach w sposób w miarę możliwości przystępny. Pomógł mi w tym album „W jednej walizce”, który w kilku egzemplarzach został rozdany widowni i jego liczne ilustracje zdołały zaciekawić uczniów. Na zakończenie dostałam prezent – na złoconej karcie wiersz Kazimierza Tetmajera „Godzina tworzenia.” „Czarodziejska godzino tworzenia, najpiękniejsza z wszystkich godzin życia” – ileż prawdy jest w tych słowach! W starym Dworze Tetmajerów wszyscy mogliśmy to odczuć.

Udało mi się sfilmować część występów i tak powstał filmik – pamiątka ze spotkania, który można obejrzeć na YouTube: